Warsztaty przyrodnicze – część I- zimowa
29 stycznia br. słuchacze UTW w Dobczycach mieli okazję wziąć udział w warsztatach przyrodniczych prowadzonych przez p. Annę Warzyńską. W zimowej scenerii, odpowiednio przygotowani ( stosowne ubranie było tu kluczowym elementem przetrwania) udaliśmy się nad nasz dobczycki odcinek Raby. Poszukiwaliśmy śladów bytowania zwierząt, grzybów, porostów i roślin. Ruszyliśmy tam, gdzie spacerowicze rzadko się zapędzają i gdzie w innej porze roku, z powodu dużego zakrzaczenia, wcale byśmy nie dotarli. Ale śladów dzikiej przyrody trudno przecież szukać na chodnikach. Nadrzeczne wertepy są zdecydowanie bardziej odpowiednim miejscem.
Warunki nam sprzyjały. W zalegającym śniegu od razu natrafiliśmy na ślady łap wielkiego psa. Oczywiście padło też pytanie o tropy wilka. Wprawdzie na naszym terenie nie występują, ale dobrze wiedzieć jak je rozpoznać. Pani Ania pokazała nam ilustracje tropów psa i wilka. Różnice są, ale w terenie trudno byłoby (szczególnie laikowi) je odróżnić. Raczej trzeba wziąć pod uwagę również inne elementy. Dowiedzieliśmy się, że wilki sznurują tj. stawiają łapy w jednym ciągu, jak po sznurku. Ciekawostką jest, że cała wataha podąża po jednym śladzie i dopiero w momencie np. ataku rozdzielają się i z jednego śladu robi nam się kilka.
Znaleźliśmy też ślady bytowania saren tj. legowiska, tropy i odchody. Pod okiem Pani Ani zabawialiśmy się też w detektywów. Natrafiliśmy bowiem na ślady mordu. Mordu na kurze. Dociekaliśmy kto go dokonał. Trudna zagadka, ale nie dla naszej przewodniczki. Z faktu, iż pióra były wyrwane a nie obgryzione dowiedzieliśmy się, że to nie lis, ale ptasi drapieżnik był sprawcą kurzej tragedii.
Po drodze oglądaliśmy też ptasie gniazda o różnej wielkości i konstrukcji. I niespodzianka! Ślady żerowania bobrów! Pani Ania opowiedziała nam trochę o bobrzych zwyczajach i pokazała jak wyglądają bobrze odchody. Naprawdę! Podobno niezwykle trudno na nie trafić i wcale nie przypominają typowych odchodów zwierzęcych. Wyglądają trochę i pachną jak płyta wiórowa. Ale co się dziwić, przecież bobry jedzą głównie korę i łyko drzew.
W ten mroźny dzień Pani Ania zadbała o nas w sposób wyjątkowy. Niczym na wyprawie survivalowej przygotowała dla nas rozgrzewającą herbatkę z imbirem, cytryną, goździkami, cynamonem i zebranymi na miejscu pociętymi pędami jeżyny. Ależ to było przeżycie –stać w środku zimy nad Rabą i popijać przygotowaną w kociołku herbatkę.
Rozgrzani ruszyliśmy w drogę powrotną. Oczywiście z przystankami, bo co rusz natrafialiśmy na jakieś ciekawostki, a to zatrzymała nas trzmielina, a to huba z ukrytą pod nią dziuplą dzięcioła. Dzieje się nad naszą Rabą. Trzeba tylko umieć patrzeć. I po warsztatach z Panią Anią na pewno będziemy się uważnie rozglądać. Następna odsłona warsztatów na wiosnę. Osobiście już nie mogę się doczekać.
Barbara Simon
Warsztaty przyrodnicze realizowane w ramach zadania dofinansowanego przez Województwo Małopolskie na rzecz osób w wieku emerytalnym pn. „Małopolska uczy i pomaga przez całe życie”