W dniu 30 września 2025r. uroczystość rozpoczęła Prezes Stowarzyszenia Wanda Balcerzak – Żółtowska, która przywitała przybyłych gości – Dyrektora RCOS-u Andrzeja Topę, Dyrektorkę Szkoły Muzycznej I stopnia w Dobczycach Magdalenę Irzyk oraz prof. dr. hab. Mateusza Wyżgę. Nie przybyły zaproszone władze powiatu i gminy z powodu nakładających się terminów innych ważnych obowiązków.

Najserdeczniej pani Prezes powitała nas, licznie przybyłych słuchaczy oraz nowych studentów uniwersytetu.

Inaugurację roku akademickiego uświetnili uczniowie szkoły muzycznej. Pani dyr. Magdalena Irzyk przedstawiła repertuar, który następnie wykonali młodzi chórzyści i wirtuozi. Chór prowadzony przez panią Z. Przybylską odśpiewał hymn Gaudeamus Igitur, z akompaniamentem pani A. Huszczo, a muzycznych wrażeń dostarczyli młodzi muzycy: trębacz Karol Moryc, skrzypaczka Joanna Lenart oraz pianistki Magdalena Mistarz, Natalia Skuzai Dobrawa Machnicka.

Bardzo dziękujemy pani Dyrektor, nauczycielom i uczniom szkoły za uświetnianie każdej naszej uroczystości i sprawianie, że nasze spotkania mają artystyczną oprawę.

Po muzycznych prezentacjach zabrał głos prof. dr hab. Mateusz Wyżga. Profesor jest pracownikiem Instytutu Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Jest historykiem i demografem historycznym, archiwistą zajmującym się historią wsi polskiej, migracji, historią społeczno – gospodarczą XV–XX wieku. To autor licznych publikacji naukowych i książek, m.in. „Chłopstwo. Historia bez krawata”, „Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi”. W swoich pracach pokazuje prawdziwy obraz chłopstwa i polskiej wsi. I właśnie swój wykład Profesor zatytułował „Historia zwykłych ludzi”. Na wstępie podkreślił, że zanim został historykiem, był rolnikiem. Czuł i czuje pracę w rękach. Połowę życia spędza na pracach polowych a połowę w książkach. Prowadził wywiad, jak to określił, sam z sobą. Wykorzystując własne doświadczenia z pracy na roli, sięgał w historię wsi i własną. Genealogia bowiem to szukanie historii w samym sobie, to pamięć własna i bliskich, przodków.

Świadomość, że jesteśmy stąd, że to jest nasze miejsce na Ziemi, nasza mała ojczyzna, jest bardzo ważna dla poczucia bezpieczeństwa, ale też dla samorządowców, działaczy. W centrum zainteresowania Profesora są ludzie ciężko pracujący, posługujący, zwykli, bo polskość jest w zwykłych ludziach, chłopach. To oni tworzyli historię, są solą ziemi. Nie wodzowie, nie magnaci. To oni, w razie potrzeby stawiali kosy na sztorc i bronili ziemi. To szlachta uciekła na koniach spod Racławic, nie chłopi. Biedni musieli ciężko pracować i nie tylko chłopi, ale też uboga zaściankowa szlachta, która od chłopa różniła się tylko herbem szlacheckim i przywilejem noszenia szabli dobywanej w razie konieczności obrony kraju. Wykładowca obalił zakorzenione przekonanie, że szlachta, dziedzice byli wyłącznie źli, wyzyskujący, okrutni, a chłopi pokrzywdzeni. Chłopi nie byli niewolnikami. Pracowali od wschodu do zachodu słońca, odrabiając przez trzy dni pańszczyznę, a w pozostałe dni pracowali na siebie. O dostatku bogatszych gospodarzy świadczą bogate stroje ludowe, ozdoby zgromadzone w skansenach. Mądry dziedzic znał poddanych, cenił ich pracę, bo wiedział, że to oni zapewniają mu dobrobyt. Zdarzało się, że chłopi mieli najemników, czasem wywodzących się z ubogiej szlachty, co świadczyło o ich zamożności. 

Ogromną, niezaprzeczalnie decydującą rolę w kontynuacji dziedzictwa Profesor przypisuje kobietom. I ja, kobieta, absolutnie, w pełni się z tym zgadzam. To przez kobiety przechodziło dziedzictwo, twierdzi Profesor, o czym świadczą Jego poszukiwania historii kobiet. To do nich wżeniali się mężowie, a one trwały z pokolenia na pokolenie w swoich małych ojczyznach. Ciężko pracowały na równi z mężczyznami, a niejednokrotnie ciężej. Rodziły dzieci praktycznie co rok, co dwa lata. Często umierały przy porodzie. Równie wysoka była śmiertelność dzieci. Ciąża nie zwalniała ich z ciężkiej pracy i w domu, i w polu. Tym kobietom należy dziękować za wysiłek, ryzyko życia rodzących, za nasze życie, bo nie wzięliśmy się znikąd.

Kobiety wiejskie pełniły jeszcze funkcję donoszących żywność do miast, np. do Krakowa. Mieszkańcy miast wzięli się ze wsi. Na placu Szczepańskim stoi pomnik Miedzianny, kobiety donoszącej żywność do Krakowa. 

Warsztat pracy prostych wiejskich ludzi był nieograniczony. To pole po horyzont a kierowniczą rolę pełniło słońce. Wszyscy znamy „Bandoskę” (Zachodźże słoneczko…). Pracy nie kończyła starość. Pracowało się do końca. I bardzo szanowano żywność. Nie wyrzucano jedzenia, bo aż za dobrze wiedziano, co to głód na przednówku.

Pan Profesor podkreślił na koniec to, o czym traktował wykład, że istotą Jego pracy jako historyka jest pisanie Polski „od spodu”, historii prawdziwej, biorącejpoczątek od prostych ludzi.

Dziękujemy, Panie Profesorze, że przypomniał nam Pan, jak ważne jest sięganie do naszej własnej historii i refleksji dotyczącej dziedzictwa w obrębie „małej ojczyzny” każdego z nas. Pochodzenia od zwyczajnych, ale jakże ważnych dla naszej historii, ludzi.

Uroczystość zakończyły serdeczne rozmowy przy kawie, herbacie i pysznych ciastach. Dziękujemy niezastąpionej Janinie Lichoń za przygotowanie poczęstunku oraz koleżankom, na które zawsze możemy liczyć, że dostarczą wspaniałe ciastka i wypieki: Basi Niewitale, Wandzie Michalik, Ani Różyckiej, Jasi Lichoń, Krysi Drożdż i Ziutce Żuławińskiej.

                                                                                                 Ewa Kozłowska