12 marca br. słuchacze UTW w Dobczycach mieli okazję wziąć udział w warsztatach przyrodniczych prowadzonych przez p. Annę Warzyńską – edukatorkę przyrodniczą. To już druga część. Tym razem wiosenna. Trzeba przyznać, że była ona równie ciekawa jak ta styczniowa –zimowa.
Znów wybraliśmy się nad Rabę, ale tym razem od strony zapory. I mimo dopiero budzącej się do życia przyrody udało nam się (a raczej udało się naszej przewodniczce) znaleźć sporo młodych roślinek. Co tam znaleźć! Pokosztować! Okazuje się, że nawet takie nadbrzeżne krzaczyska kryją sporo roślin, które możemy wykorzystać w kuchni. Na początek bluszczyk kurdybanek -niewielkie, niebiesko kwitnące, blisko ziemi rosnące ziele. Niepozorne i generalnie traktowane jako chwast. A ileż ma przymiotów. Napar z tego ziółka wspiera nasz układ pokarmowy i oddechowy. A jest tak pospolity i łatwo dostępny. Pamiętać tylko trzeba, aby żadnych ziół nie zbierać przy drogach publicznych, bo zamiast sobie pomóc możemy się podtruć tym co zostawiają nasze samochody, a więc głównie metalami ciężkimi.
Następne zidentyfikowane przez nas ziele to czosnaczek pospolity. Rozcieraliśmy w palcach młode listki, żeby empirycznie stwierdzić, że pachnie czosnkiem. Można go przyrządzać tak jak szpinak. Kosztowaliśmy też młode pokrzywy. Ważne tylko, aby ich młodziutkie liście rozetrzeć w palcach na kulkę, bo można sobie poparzyć język. I w końcu- najdroższe warzywo świata- wydłubane z ziemi młodziutkie pędy chmielu. Naprawdę smakują jak szparagi! No i bazie wierzbowe, owiane pewną tajemnicą i rytuałami. Dawniej połykane na wiosnę kotki baziowe miały nam przynieść zdrowie. Zabobon? Chyba nie do końca. Wierzba (łacińska nazwa Salix) jest źródłem salicylanów, czyli związków zawartych w aspirynie. Można zalać zebrane bazie (świeże lub suszone) zagotowanym mlekiem i wspierać się nim w przypadku grypy i przeziębienia.
W czasie naszej wędrówki przekonaliśmy się, że las to nie tylko naturalna apteka. To miejsce, gdzie żyje wiele gatunków ptaków. Pani Ania zaopatrzyła nas w lornetki.
Mogliśmy więc obserwować nawet czaplę szybującą wysoko. Znaleźliśmy też ślady żerowania jastrzębia gołębiarza, który poluje również między drzewami, obgryzione pióra bażanta – ślady żerowania lisa. Na ziemi były też odbite ślady sarny a nawet już trochę nadgryzione przez czas parostki koziołka. Mogliśmy też usłyszeć głosy różnych ptaków: sikorki, zięby, kruka i dzięcioła, który zapamiętale werblował. Okazuje się, że to głośne bębnienie to wcale nie jest szukanie pożywienia, ale wabienie samicy. Im głośniej taki osobnik będzie bębnił, tym lepiej to o nim świadczy i tym większe ma szanse na przygruchanie, a raczej „przybębnienie” sobie partnerki.
A gdyby ktoś chciał wiedzieć jakie ptaki śpiewają mu za oknem, może ściągnąć sobie aplikację Merlin Bird, która pomaga w rozpoznawaniu głosów ptaków.
Ależ to była ciekawa wyprawa. Dziękujemy Pani Aniu. A w sierpniu letnia edycja!
Barbara Simon
Warsztaty przyrodnicze realizowane w ramach zadania dofinansowanego przez Województwo Małopolskie na rzecz osób w wieku emerytalnym pn. „Małopolska uczy i pomaga przez całe życie”