Kronika

     5 listopada odbył się wykład pt. „Choroby układu chłonnego u osób starszych”.

Spotkanie odbyło się dzięki Stowarzyszeniu Przyjaciół Chorych na Chłoniaki„Przebiśnieg”, którego mottem jest stwierdzenie że:

                               „Chłoniak to diagnoza nie wyrok”.

      Stowarzyszenie powstało w celu świadczenia pomocy osobom będącym po zakończeniu leczenia, w jego trakcie,  jak i dopiero co zdiagnozowanym, którzy stoją na początku drogi ku wyleczeniu.

      Najistotniejszą sprawą w drodze ku wyleczeniu jest dawanie nadziei. Nadziei popartej świadectwem osób wyleczonych, których liczba systematycznie wzrasta wraz z coraz lepszą diagnostyką oraz  dostępem do nowoczesnych metod terapii. Przysłowie arabskie mówi:

                             „Wystarczy promyk nadziei aby otworzyło się niebo”.

    I ten promyk „Przebiśnieg” niesie wszystkim potrzebującym.

     Wykład,  który wygłosiła dr n. med. Agnieszka Giza był bardzo szczegółowy. Pani doktor opierała się na klinicznych aspektach choroby. Ja postaram się opisać to w prosty sposób. Może łatwiej będzie nam przyswoić sobie nurtujące nas kwestie oraz wątpliwości dotyczące tego tematu.  Łatwiej jest bowiem walczyć z chłoniakiem wiedząc więcej zarówno o nim, jak i o sposobach  jego leczenia.

      Chłoniaki to nowotworowe rozrosty układu chłonnego. Istnieje kilkadziesiąt rodzajów chłoniaków, które różnią się stopniem zagrożenia dla chorego. Niektóre rozwijają się latami w sposób niezauważalny dla chorego i rozpoznawane są przypadkowo. Inne w krótkim czasie (kilku miesięcy a nawet tygodni) powodują powstawanie zmian w węzłach chłonnych lub nacieków nowotworowych w narządach wewnętrznych i szybko zmuszają pacjenta do szukania pomocy u lekarza. Jeszcze inne ujawniają się w postaci ostrej białaczki. Chłoniaki należą do częstych nowotworów oznacza to, że zapada na nie ok. 7500 Polaków każdego roku.

      Najczęstszym objawem chłoniaków są: powiększone, niebolesne węzły chłonne wyczuwalne na szyi, pod pachami lub w innych okolicach ciała.

Towarzyszyć im mogą:

            - stany podgorączkowe lub gorączka pojawiająca się w różnych porach ,

            - osłabienie,

            - zlewne poty nocne,

            - chudnięcie

            - swędzenie skóry.

     Często jednak chorzy nie mają żadnych objawów ogólnych i czują się zupełnie dobrze. Prawidłowe rozpoznanie choroby jest w przypadku chłoniaków bardzo ważne. Umożliwia bowiem rozpoczęcie właściwego leczenia przeciwnowotworowego, a prawidłowa terapia zastosowana od momentu diagnozy zwiększa szanse powodzenia leczenia. Do postawienia prawidłowej diagnozy zwykle potrzebne są:

            -  badanie krwi

            - zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej

            - USG jamy brzusznej

            - badania szpiku kostnego.

W praktyce najlepszym sposobem jest wykonanie tomografii komputerowej .

     Chłoniaki leczy się przede wszystkim chemioterapią lub radioterapią. Odpowiednio wcześnie wykryty chłoniak Hodgkina jest wyleczalny w prawie 95%  a chłoniaki  nieziarnicze udaje się wyleczyć w 40-70%.

     Postęp medycyny zapewnia wysoką skuteczność leczenia chłoniaków. Dotyczy to szczególnie choroby szybko i prawidłowo rozpoznanej oraz leczonej we wczesnych stadiach. Jeśli masz wątpliwości dotyczące swojego zdrowia skonsultuj to z lekarzem.

     Wiedza może uratować Ci życie!  

 

                                                                                                                                                                Stanisława Błaszak

     Wykład „O polskich Tatrach”  21.11.2017. wygłosiła dr Antonina Sebesta. Doktorat w dziedzinie filozofii zdobyła na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Jest autorką książki „Etyka i etos ludzi gór” oraz przewodnika po Tatrach dla dzieci. Jej zainteresowania dotyczą etyki praktycznej, filozofii polskiej XX wieku i filozofii życia. Natomiast wielką miłością i pasją p. dr Sebesty są polskie góry, zwłaszcza Tatry. Jest przewodnikiem górskim i członkiem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.

     Tatry od XIX w. zaczęły odgrywać rolę kulturotwórczą. W I połowie wieku chodziły po Tatrach grupy:

  1.  poszukiwaczy skarbów, głównie złota i srebra, ale znaleziono tylko małe złoża rudy żelaza ślady pozostały w Kuźnicach i Kościelisku

  2. pasterze: wyżej na halach owce, niżej bydło

  3. myśliwi – kłusownicy powyżej 1500 m polowali na kozice i świstaki.

     W 1873 r. powołano Towarzystwo Tatrzańskie, które miało za zadanie promocję i pomoc ludności góralskiej, rozwój oświaty oraz powołało organizację przewodników górskich.

    Pierwsi przewodnicy: Maciej Sieczka, Klemens Bachleda i Jan Krzeptowski Sabała zaczęli prowadzić turystów w góry, ale tylko w okresie letnim. Dopiero w XX w. rozpoczęła się zimowa eksploracja Tatr, ale w bardzo ograniczonym zakresie. W ślad za organizacją turystyki poszło budowanie schronisk górskich oraz wytyczanie i malowanie szlaków, w czym bardzo zasłużył się Walery Radzikowski.

     Tatry, a zwłaszcza Zakopane przyciągało wielu pisarzy, artystów, naukowców i kompozytorów. Zapalony narciarz i muzyk Mieczysław Karłowicz wraz z M. Zaruskim zaczęli zimą przemierzać Tatry. M. Karłowicz przypłacił tę pasję życiem ginąc pod lawiną w wieku 33 lat w 1909 roku. Nie zniechęciło to następnych miłośników Tatr. Powstała sekcja taternicka, która przekształciła się później w himalajską. Obecnie Polska jest potęgą we wspinaczkach po Himalajach. Wielu z himalaistów pozostało tam na zawsze. Obecnie ekipa polskich wspinaczy przygotowuje się do zimowego wejścia na K-2.

    W rejonie tatrzańskim rozwinęła się charakterystyczna architektura i folklor. Perłami w tej dziedzinie są: willa „Pod Jedlami” wybudowana przez prof. Jana Pawlikowskiego, „Koliba” oraz willa „Atma” mieszcząca Muzeum K. Szymanowskiego.

   Tatry są w dalszym ciągu inspiracją dla poetów, pisarzy, malarzy i muzyków,  przyciągają także ogromne rzesze turystów polskich i zagranicznych.

                                                                                                                                                                                                                  Anna Płachta                                             

    

      18 listopada w budynku tzw. Chirany, opuszczonym przez Szkołę Podstawową po reformie oświaty, miało miejsce niezwykłe wydarzenie pt. „Festiwal Możliwości”. Organizatorem był UMiG oraz Fundacja LIS. Wzięły w nim udział organizacje pozarządowe z terenu Gminy, które w ten sposób promowały swoją działalność. Budynek, w którym miało miejsce to wydarzenie wymaga remontu i według zapowiedzi władz miasta i gminy Dobczyce ma być przeznaczony na działalność fundacji i stowarzyszeń.

     SUTW było również zaproszone, aby propagować swoją działalność na rzecz osób w starszym wieku i nie tylko. Na to wydarzenie byli zaproszeni mieszkańcy gminy bez żadnych ograniczeń wiekowych. Każdy mógł robić to, co go interesuje, zdobywać pieczątki, które miało każde stoisko i brać udział w losowaniu nagród. Na naszym stanowisku pracowały 4 osoby: Wanda Balcerzak – Żółtowska, Teresa Michałowska, Stanisława Błaszak i Anna Płachta. Przygotowałyśmy 2 atrakcje: origami z kółek dla młodszych dzieci, jako propozycję spędzania czasu babci lub dziadka z wnukiem i naukę pisania stylem gotyckim dla starszych dzieci i dorosłych. Propozycje te spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem, tak, że ledwo nadążałyśmy z materiałami. Na stoisku była wystawa wykonanych prac, widoczna na zdjęciach poniżej.

     Mamy nadzieję, że w wyremontowanym budynku znajdzie się miejsce dla naszego UTW, gdzie będziemy mogli spędzać czas także poza wykładami i innymi zajęciami. 

                                                                                                                                                                                                           Anna Płachta

     

              

    7 listopada 2017 roku pani Katarzyna Ławrynowicz zabrała nas w kolejną "podróż" do Afryki. Tym razem do jej wschodniej części, do takich państw jak: Uganda, Rwanda, Tanzania i na wyspę Zanzibar, położonych nad Oceanem Indyjskim. Znaczną część swoich wspomnień z pobytu w tych krajach poświęciła Ugandzie.

    Uganda - to kraj nad Jeziorem Wiktorii. Część kraju leży na wyżynie i jest porośnięta sawanną. Krajobraz urozmaicają pojedyncze góry wyspowe, jak Elgon (4321 m) i masyw Ruwenzori sięgający 5109 m. Połowa Jeziora Wiktorii jest zaliczana do terytorium Ugandy. Mieszkańcy pamiętają reżim bezwzględnego dyktatora Amina - człowieka chorego psychicznie, dla którego forma była ważniejsza od treści. Mimo to i mimo swojej prymitywności są szczęśliwi. Dorośli wspierają się, pomagają sobie. Dzieci opiekują się sobą wzajemnie. Uczą się w szkółkach prowadzonych między innymi przez Polaków (zdobytą wiedzę przekazują następnie młodszym koleżankom i kolegom). Są roztańczone i rozśpiewane. W wielkiej symbiozie żyją tu też rozmaite gatunki zwierząt. Zwiedzając ten kraj należy być bardzo uważnym, czujnym - panuje tu bowiem zakrojone na szeroką skale kłusownictwo, szczególnie słoni. Atrakcję turystyczną kraju stanowi bogata fauna parku narodowego Ruwenzori. Gospodarkę tego kraju napędza rybołówstwo - 50 tyś. rybaków może jednocześnie dokonywać połowów na Jeziorze Wiktorii - traktują łowienie jak rytuał. Dominuje produkcja rolna, uprawia się kawę, herbatę, bawełnę i tytoń. Spotyka się w Ugandzie ciekawą i rzadką roślinność, dziwne owoce. Trudno nie wspomnieć o rezerwatach szympansów - te naczelne stanowią bowiem 98% naszego kodu DNA. Słone jeziora są źródłem zdobywania soli. Klimat i prymitywne warunki życia sprawiają, że młode 30 - letnie kobiety wyglądają jak staruszki. Spotykamy tu Pigmejów małe - w dosłownym i przenośnym znaczeniu tego słowa - społeczności żyjące przeważnie w lasach, porozumiewające się sobie tylko znanym językiem. Do dziś działa tu szamanizm.

     Rwanda - to kraj górzysty. Najwyższe wzniesienia to wulkany Wirunga (4507 m). W gorącym i wilgotnym klimacie rosną lasy równikowe, wilgotne sawanny i lasy bambusowe. Park narodowy Wirunga jest ojczyzną goryli górskich, którym grozi zagłada. Jednak pamiętamy ten kraj z nie tak odległych ludobójczych walk między plemionami Tutsi i Hutu. Zginęło wtedy około miliona ludzi - rzeki płynęły krwią. Z Rwandą łączymy adopcje na odległość, ponieważ zostało dużo sierot (problem znany i głośny również w Polsce). Krajem tym w 68% rządzą kobiety. Turysta nie może nie zwrócić uwagi na wszechobecną czystość - w obejściach i na ulicach. To Szwajcaria Afryki.                     

    Tanzania - to wyżyny i krainy górskie. Najwyższy szczyt Kilimandżaro ma 5895 m. Na granicy państwa znajdują się trzy wielkie jeziora: Wiktorii, Niasa i Tanganika. Do terytorium Tanzanii zalicza się pobliskie wyspy: Zanzibar, Pembę i Mafię. Turyści przybywają tu na safari. Jest to jeden z najbiedniejszych krajów świata - 68% mieszkańców żyje tu na granicy ubóstwa mimo, że uprawia się tam np. agawę sizalską (2 miejsce w świecie), goździkowce (1 miejsce w świecie) i inne płody rolne jak: kawę i herbatę. Dochody przynosi rybołówstwo i leśnictwo. W Tanzanii wydobywa się diamenty, rubiny ,szafiry, a także złoto, mikę i inne rudy metali poszukiwanych na świecie - wszystko to przeznaczane jest na eksport, ludność się na tych dobrach nie bogaci.

     Zanzibar - wyspa koralowa na Oceanie Indyjskim u wschodniej granicy Afryki. Region autonomiczny Tanzanii od 1964 roku. To tu właśnie uprawia się na wielką skale goździkowce. Tu również możemy spotkać Masajów, nacieszyć oko pięknymi zachodami słońca, widokami i niespotykanymi okazami z dna oceanu. Ta przepiękna wyspa ma jednak smutną przeszłość związaną z mieszkańcami Czarnego Lądu. Zanzibar był głównym portem wywozu niewolników chwytanych w Afryce i portem z którego wywoziło się kość słoniową. Pamiątki tego procederu są tam do dzisiaj. Ludność powyższych krajów to w większości chrześcijanie wyznający religię katolicką, ale też muzułmanie oraz ludzie wyznający nadal tradycyjne religie plemienne.

   "Podróż" do wschodniej części Afryki pani Katarzyna Ławrynowicz unaoczniła nam ciekawymi zdjęciami, krótkimi filmikami oraz eksponatami wykonywanymi ręcznie przez tamtejszą ludność.

 

                                                                                                                                                                             Elżbieta Noszkiewicz

 

  

                                Uganda                                                             Rwanda                                                                               Zanzibar

                                                                                                                                                                                                                                  Zdjęcia - Katarzyna Ławrynowicz

                                                                                                                                                                                                     

 

       W sobotę, 4 listopada, grupa słuchaczy i sympatyków UTW pojechała do Łańcuta i Rzeszowa, w Podkarpackie. Łańcut jest wyjątkowo często odwiedzany przez turystów ze względu na ciekawą historię i unikalny zespół pałacowo-ogrodowy, posiadający status pomnika historii, utrwalony w licznych dokumentach filmowych i najnowszej ekranizacji „Trędowatej”w reżyserii Jerzego Hoffmana. My też zapragnęliśmy pooddychać atmosferą wspaniałej magnackiej rezydencji, obejrzeć niezapomniane ogrody i słynną wozownię.

     Podróż nie przyniosła niespodzianek: w przeciągu dwu godzin, dzięki autostradzie, dotarliśmy do celu i po opuszczeniu parkingu wkrótce znaleźliśmy się w łańcuckich ogrodach. Czekając na przewodników, wybraliśmy się na czterdziestominutowy spacer po parku, o charakterze angielskiego parku krajobrazowego. Jesienne słońce i przejrzyste powietrze zachęcało do robienia selfie i fotografowania otoczenia. Podziwialiśmy okazały starodrzew, szczególny zachwyt budziły potężne platany i dęby, porośnięte purpurową winoroślą wyniosłe mury zamku. Z uzyskanych później informacji wynikało, że park zajmuje 36 ha powierzchni, a na jego terenie  znajduje się szereg obiektów zabytkowych: Oranżeria,  Zameczek Romantyczny,  ujeżdżalnia, stajnie, wozownia, szkoła muzyczna (dawniej dom ogrodników), Storczykarnia oraz kort tenisowy. W obrębie parku utworzono także niewielkie jezioro.

     Potem, podzieleni na dwie grupy, udaliśmy się pod opieką przewodników na zwiedzanie zamku. Żeby uszanować cenny parkiet, swoiste dzieło sztuki dawnych rzemieślników, włożyliśmy filcowe kapcie i zmagając się z brakiem solidnego tarcia, ruszyliśmy na komnaty…. Przewodniczka w naszej grupie stanęła na wysokości zadania: opowiadała ze swadą dzieje zamku, wplatając w swoją powieść anegdoty z życia jego mieszkańców i właścicieli. Przekazała nam mnóstwo informacji, które tworzyły barwną, fascynującą, wielopokoleniową historię polskiej arystokracji, zamieszkującej rezydencję. 

       Po krótkiej wizycie w Oranżerii, gdzie zgromadzono wiele egzotycznych roślin i zwierząt, ruszyliśmy w stronę wozowni. Ta część trasy turystycznej wzbudziła największe emocje u panów, którzy z podekscytowaniem oglądali karoce, sanie, bryczki, kariolki, rozwiązania techniczne w ówczesnych środkach transportu, umożliwiające podróż w warunkach niemal komfortowych. Łańcuckie Stajnie Cugowe, w których umieszczono niezwykłą kolekcję powozów,  powstały w 1892 r. Posiadają ciekawą architekturę i wystrój: z boazeriami, grafikami angielskimi na ścianach, meblami do wypoczynku po konnych spacerach i z pełnym, luksusowym urządzeniem i wyposażeniem stajennym, tak dla koni wierzchowych, jak i zaprzęgowych. Niewiele było tak bogatych stajni nawet u monarchów europejskich.

     Pożegnaliśmy brawami naszą przewodniczkę i, po krótkiej podróży, zatrzymaliśmy się w pobliskim Rzeszowie, stolicy województwa podkarpackiego. Tutaj oprowadzał nas po starym centrum miasta kolejny przewodnik. Po opuszczeniu uroczego Rynku z renesansowym Ratuszem oglądaliśmy zabytkowe kościoły [w tym najstarszy, gotycki  kościół farny pw. śś. Stanisława i Wojciecha]  klasztor bernardynów, kościół i Kolegium Pijarów, stary klasycystyczny budynek teatru miejskiego, nowoczesne wieżowce. Dłużej zatrzymaliśmy się przy zamku, ogrodzonym wysokim murem obronnym,  wybudowanym w latach 1902–1906 na miejscu dawnego zamku Lubomirskich. Przy ulicy Kasztanowej oglądaliśmy secesyjne kamieniczki, o oryginalnej architekturze, ukryte w starych ogrodach. W drodze powrotnej spotkaliśmy  Tadeusza Nalepę: odlana z metalu figura znanego muzyka, kompozytora, założyciela zespołu Breakout,  budziła żywe zainteresowanie.

     Miasto Rzeszów, lokowane na prawie magdeburskim w roku 1354, liczy ok. 180 tys. mieszkańców, ale z początkiem roku akademickiego na ulice wylega dodatkowo 60 tys. studentów. Mijały nas liczne grupy młodzieży, także zastępy harcerzy, składających kwiaty pod tablicami i pomnikami, upamiętniającymi wydarzenia i  postacie, zasłużone dla Polski. [Rzeszów i okolice w czasach II wojny światowej były terenem działania licznych oddziałów AK. Po zajęciu miasta przez wojska sowieckie NKWD rozpoczęło krwawe represje wobec  żołnierzy armii podziemnej.]

     Trochę zmęczeni, ale w patriotycznych nastrojach, wróciliśmy do domów, bogatsi o nową wiedzę i emocje. Doładowaliśmy intelektualne akumulatory, by jutro znów wyruszyć w nieznane…

                                                                                                                                                      

       

 

                                                                                                                                                                      Tekst i zdjęcia: Barbara Narewska

                                                                                                                                                               Więcej zdjęć z wycieczki w zakładce Galeria

 Dla ciekawych: